Po pierwsze primo nie cierpię swojego charakteru, tego tchórzostwa, które objawia się w tych bardziej i mniej absurdalnych sytuacjach, czy też, to wynika z tamtego, tego, że w tutaj, w moim mieście mam tylko B. Chciałabym mieć kogoś z kim mogłabym spędzać czas zawsze, codziennie. Najlepiej kilku ktosiów, ale ja się boję, mam blokadę, nie umiem rozmawiać z obcymi. Tymi realnymi obcymi. Czasami się czuję jakbym miała rozdwojenie jaźni. Ja tu z twittera i ja z realnego życia.
Po drugie primo, przytachałam rower na Białostoczek, będę jeździć.
Po trzecie primo, nadal nie gotuje i jest mi z tym genialnie - wybacz mamo.
Po czwarte primo, jak wrócę na Malmeda, to pewnie szlag mnie trafi z A., tak jest mi dobrze samej w mieszkaniu, że to aż straszne.
Po piąte primo, nie wchodzę na gg i tt na telefonie, to swego rodzaju postęp. Co z tego, że jak jestem w domu to nonstop siedzę na laptopie i to jest włączone. Liczy się, że nie robię tego poza domem.
Po szóste primo... To zabawne, ale brakuje mi tego co było rok temu, tych luźnych rozmów, bez problemów. Patrząc na ten rok widzę jak wiele się zmieniło i to z jednej strony to dobrze, ale z drugie w kanalie przerażające.
Po siódme primo, nie mam realnego życia, bo jestem... To nawiązuje do pierwszego primo.
Po ósme primo, dawno nie było rozmów z/między domownikami, brakuje mi ich.
Po dziewiąte primo, wcale nie mam ochoty napisać Dasiuli, toż to paranoja.
Po dziesiąte primo, napisałam do S., a aktualnie cieszy mnie obecność Z.
Po jedenaste primo, B. chce iść do McDonaldu.. W sumie to genialny pomysł. A mama twierdzi, że muszę kupić sukienkę, nie mam nic przeciwko.
Po... Dobra starczy tych żalów.
xoxo Katie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz